sobota, 30 listopada 2013

Ser: wegański, topiący się, domowy, bezglutenowy

Cześć i czołem po długiej przerwie!

Będę się streszczać: nadciąga domowy wegański ser!
Zaznaczam: autorką przepisu jest Tamara Kurowska.

Przepis, jak na moje minimalistyczne standardy, jest dość pracochłonny, ale zdecydowanie wart zachodu.

Tu można podziwiać ser na zapiekance makaronowej:



Składniki:
- ok. pół kilo obranych, ugotowanych ziemniaków
- szklanka do półtorej mocno kwaśnego kefiru sojowego na grzybku tybetańskim (koniecznie, nie da się niczym innym zastąpić!)
- 1 smażona cebula, świeża lub kilka łyżeczek suszonej
- 4-5 łyżek oliwy
- sól, łyżeczka do dwóch (albo więcej, jeśli ktoś się solą nie przejmuje), opcjonalnie pieprz i garść płatków drożdżowych
- wysokoobrotowy blender

Ziemniaki obieramy i gotujemy do miękkości, odlewamy.
Do nieco wystudzonych ziemniaków dodajemy sojowy kefir, usmażoną na złoto cebulę, oliwę, sól i pieprz.
Całość blendujemy na wysokich obrotach, aż do uzyskania kremowej konsystencji (czyli blendujemy chwilę albo z przerwami, żeby nie wykończyć blendera).
Jeśli całość jest bardzo gęsta (odpowiednia konsystencja to taka, kiedy możemy całość mieszać łyżką, z lekkim wysiłkiem, ale nie nadwyrężając nadgarstka, zblendowany ser powinien się ciągnąć przy mieszaniu) dolewamy kefiru lub mleka i blendujemy raz jeszcze.

Wbrew pozorom smak cebuli nie dominuje, nadaje całości zaskakująco serowy posmak. Jeśli nie należycie do miłośników cebuli, możecie spróbować zastąpić ją ząbkiem czosnku, większą ilością nieaktywnych płatków drożdżowych lub ulubionymi ziołami.

Ser niesamowicie się zapieka i ciągnie, spróbujcie sami: na grzankach, w tostach, sosach.
Najlepszy jest na drugi dzień, wyjęty z lodówki, jeszcze bardziej ukwaszony (grzybek cały czas pracuje), mocno przegryziony, pycha!

Podpowiadam skąd wziąć grzybka:

- wegedzieciakowa rozdzielnia grzyba: http://wegedzieciak.pl/viewtopic.php?t=8086
- grzybowy fanpage na fb: http://www.facebook.com/grzybktybetanski?fref=ts
- ogłoszenia grzybowo-tybetańskie z całej Polski: http://grzybektybetanski.xaa.pl/ogloszenia.html
Jeśli nikt nie będzie tak miły i nie podzieli się z Wami swoim szczęściem, szukajcie na allegro.

Powodzenia i smacznej pizzy z domowym wegan-serem!

poniedziałek, 5 listopada 2012

Rozgrzewająca zupa marchewkowa. Łagodna.

Czy łagodna zupa może sprawić, że poczujemy miłe, rozchodzące się od brzucha po koniuszki palców ciepło?
Ta tutaj udowadnia, że może.
Bo chociaż zwykle rozgrzewanie kojarzy się z ostrym smakiem czosnku czy pokaźną ilością pieprzu, tym razem chciałam uciec od tych popularnych ocieplaczy, zmęczona własnymi zapędami do sypania curry gdzie się da czy mielenia czarnych ziarenek bez umiaru, aż kręci w nosie.

Pomyślałam: chcę zupę mocno marchwiową, lekko gęstą, bez śmietany i tony przypraw.
Łagodną, ale jesienno-zimową, dobrą z kaszą albo grzankami, w sam raz dla małych i dużych, o.
Wyszła może banalna, ale smaczna, zdrowa i wegańska. Słodka słodyczą marchewki, której warto pozwolić zagrać pierwsze skrzypce, choć raz.


http://picasion.com/resize-gif/

Kochacie gify tak jak ja, prawda? ;)


Rozgrzewająca zupa marchewkowa. Łagodna.


Składniki (ilość na średni garnek):

- 5-6 dużych marchewek
- 1 pietruszka (korzeń)
- pół małego selera
- ćwiartka średniego pora (biała część)
- 2-3 łyżki oliwy z oliwek
- sól i pieprz do smaku
- ewentualnie, w wariancie bardziej pikantnym, do wyboru:
imbir, curry, czosnek, cynamon, chili etc.

- ugotowana osobno kasza/ dowolne grzanki
- natka pietruszki do dekoracji

Wszystkie warzywa myjemy, obieramy, kroimy, wrzucamy na wrzątek. Dodajemy oliwę, sól i pieprz. Preparujemy kaszę (u mnie jęczmienna) lub grzanki.
Wyłączamy kiedy warzywa będą al dente lub miękkie. Część wywaru odlewamy do kubka (zawsze lepiej dolać) i blendujemy na gładko (w razie potrzeby dolewając wywar).
Pałaszujemy w samotności lub towarzystwie.
Smacznego!



sobota, 3 listopada 2012

Polska biała jesień





Te dwa zdjęcia zrobiłam w przeciągu jednego tygodnia.
Co nam, nieodpornym na kaprysy pani Przyrody, pozostaje? Chyba tylko opatulić się ciepło, omotać w szale, narzucić warstwy i... śmiać się albo płakać, ja wybieram to pierwsze.
Z pomocą przychodzi też herbata z malinowym sokiem, gorąca imbirówka, wszechobecny czosnek czy rozgrzewające zupy. Przepis na tą ostatnią, delikatną i bardzo marchewkową, jeszcze w ten weekend.


Niech kubki termiczne będą z Wami!

czwartek, 11 października 2012

V jak Vlog. Matka mówi.

Mówi, paple, mamrocze, stresuje się, chciałaby mieć już 125 odcinków vloga za sobą, wie, że jej pierwsze video odbiega mocno od ideału, no ale... od czegoś trzeba zacząć, tak?

Miło mi przedstawić Wam mnie samą, khem. Serio, cieszę się, że od tej pory będziecie wiedzieli/ wiedziały kto do Was pisze. Yay!

Odcinki kulinarne są produkcji (szkoda, że nie post), w przyszłym tygodniu jakiś powinien ujrzeć światło dzienne. Cieszę się, nawet jeżeli mój głos nie brzmi do końca tak jakbym chciała, a moje wypowiedzi przed kamerą nie są (jeszcze) tak spójne, jak mogłaby sobie tego życzyć moja pani od polskiego. Wybaczcie niedociągnięcia.

W zamyśle jest cała seria, ale jeśli macie jakieś specjalne życzenia: dajcie znać w komentarzach.
A co do samego filmiku, powiem tylko: Like, Comment, Subscribe!

Cieszę się też, że mam dla kogo nagrywać, dziękuję!
Miłego dnia :)


Najlepsza wegańska kawa. Z mlekiem.

Najlepsza wegańska kawa? Czyżby espresso?
Wiem, to nie jest opcja dla każdego, racja.



Kawę piję właściwie tylko jedną dziennie: na obudzenie się. 
Czasem poprawiam drugą, jeśli nadal śpię, np. w pracy. Znacie to? ;)
Pierwsza zwykle z mlekiem sojowym, druga mała czarna.

A sekrety dobrej kawy są dwa: porządne espresso i podgrzane mleko.
No i może jeszcze jedno: kawę wlewamy do mleka, nie odwrotnie. Znacznie minimalizuje to prawdopodobieństwo ścięcia się mleka, serio.
Skąd moje zamiłowanie do kawy? Wypływa z praktyki, jak u większości baristów, z godzin spędzonych przy mrucząco-prychającej maszynie z milionem rurek w środku (ehh, stare dzieje).

No a co jeśli nie mamy ekspresu ciśnieniowego? Zawsze pozostaje kawiarka albo french press. Można też nasypać zmielonej kawy do kubka, zalać wodą (tuż poniżej temperatury wrzenia) do połowy, zamieszać i odczekać aż fusy opadną.

Gdzie kupować kawę? Chociażby w sklepach ze zdrową żywnością, gdzie najłatwiej o kawę ze znakiem Fair Trade
Osobiście jestem fanką sklepu Świeżo Palona, mają duży wybór kaw i akcesoriów (to nie jest reklama, a szkoda, chętnie nawiązałabym współpracę, hrhr). Jeśli nie mieliście dotąd kawiarki, a myślicie o zakupie, zobaczcie ich poradnik, jest naprawdę pomocny.



Najlepsza wegańska kawa z mlekiem


Więc czego potrzebujemy i jak robimy?

- 3/4 szklanki/ filiżanki mleka roślinnego (np. sojowe, migdałowe, orzechowe)
- kawa: arabica albo mieszanka arabiki z robustą (robusta daje super crema, tą złotą piankę na wierzchu), najlepiej świeżo-mielona; jeśli tylko macie możliwość - wybierzcie kawę Fair Trade, ze Sprawiedliwego Handlu
- opcjonalnie: syrop z agawy, syrop smakowy, cukier brązowy, cynamon, kakao 

W skrócie:
- robimy kawę
- podgrzewamy mleko
- wlewamy KAWĘ do MLEKA
- ewentualnie posypujemy cynamonem i pijemy

Wersja rozszerzona:

Kawę zaparzamy w ekspresie ciśnieniowym, kawiarce, french pressie albo zalewamy pół kubka mielonej kawy wodą, ktora przestała wrzeć. 
Gorącej wody nalewamy również do naczynia, z którego będziemy pić kawę.

Następnie podgrzewamy nasze wegańskie mleko. 
Muszę wspomnieć o tym, że mleka UHT, czyli te z kartonu, sprawdzają się w kawie lepiej niż domowe, ponieważ się nie rozwarstwiają. 
Z domowego mleka też da się zrobić kawę, pewnie, ale ryzyko porażki jest ciut większe.




Mleko wlewamy do rondelka i podgrzewamy, ale pilnujemy, żeby nie zaczęło kipieć. Nie musi być bardzo gorące, może być po prostu ciepłe.
Aby uzysać spienione mleko używamy albo dyszy spieniającej przy ekspresie ciśnieniowym albo metod ręcznych: trzepaczki balonowej, blendera z końcówką ubijającą albo ubijacza ręcznego lub elektrycznego. 
Dobrze pamiętać, że im tłustsze mleko, tym lepiej się ubija (np. ryżowe nie ubija się wcale; dobrze radzą sobie sojowe, orzechowe i migdałowe).

Ubijamy mleko, a następnie wykonujemy coś, co nazywa się po angielsku "swirl and bang" (baristą byłam w UK, wybaczcie), w wolnym tłumaczeniu: kręć i stukaj. 
Kręcimy rondelkiem żeby piana połączyła się z podgrzanym mlekiem, a następnie stukamy (a właściwie, bądźmy szczerzy: walimy) naczyniem (np. o blat czy deskę do krojenia), żeby pozbyć się dużych bąbli powietrza. I tak kilka razy: kręcimy i stukamy. Co chcemy uzyskać? Delikatne, aksamine mleko, ciepłe, kremowe, z lekką pianką u góry (mleko na latte i cappucino ubija się trochę inaczej, ale takie szczególy pomijam, ok?).

Wylewamy wodę z naszego kubka/ filiżanki (ewentualna woda z dna powinna szybko wyparować), do suchego kubka nalewamy (opcjonalnie) odrobinę syropu, napełniamy mlekiem do ok. 2/3 - 3/4 wysokości, a następnie wlewamy kawę, krótkim, pewnym ruchem. Jeśli chcemy, posypujemy szczyptą cynamonu lub kakao.

Ciepła kawa z pianką, idealny, nie-kwaśny smak, kofeina, odrobina cynamonu, żadnych fusów.
Tego potrzebuję o poranku :)

A jakie są Wasze sposoby na wegańską kawę? Piszcie!


PS. Wszystkim kawoszom polecam blog drobno mielony, mój ulubiony o kawie.

niedziela, 30 września 2012

Kremowa dynia, sos. Szczypiorek i sezam gratis.

Dzień dobry!




Dynia, jesienią detronizuje wszystkie inne warzywa. Wystarczy skropić ją oliwą, posypać ziołami i upiec, obiad gotowy. 
No ale takie rzeczy tylko dla szczęśliwców mających piekarniki, do których się niestety nie zaliczam. Cieszcie się i radujcie, posiadacze piekarników.
Co innego z dyni? Każda zupa, dynia w plasterkach na surowo z czosnkiem, oliwą i sokiem z cytryny (dobra opcja kanapkowa), ciasto dyniowe albo prosty sos do makaronu. 
A Ty, co zrobisz ze swojej dyni?



Kremowa dynia, sos

Potrzebujemy: 

- spory kawałek dyni bez skórki (nie dotyczy hokkaido), mniej-więcej 3-4 szklanki dyni pokrojonej w kostkę
- oliwę lub olej
- 2-3 ząbki czosnku
- curry
- sól i pieprz
- pół szklanki pestek słonecznika
- odrobnię octu jabłkowego albo sok z cytryny
- makaron pełnoziarnisty
- szczypiorek lub inną zieleninę
- sezam

Działamy:

Dynię obieramy ze skóry i kroimy w kostę. Na patelni rozgrzewamy olej i podsmażamy posiekany lub wyciśnięty czosnek, dodajemy curry (1-2 łyżki), mieszamy, wrzucamy dynię, dodajemy sól i pieprz, dusimy do miękkości pod przykryciem.

W międzyczasie gotujemy makaron i robimy śmietanę słonecznikową: słonecznik zalewamy wrzątkiem i zostawiamy na chwilę, po 10 minutach wodę odlewamy, nalewamy świeżej, tylko tyle, aby przykryła słonecznik. Blendujemy przez minutę, dodajemy łyżeczkę-dwie zakwaszacza (ocet lub sok z cytryny), szczyptę soli, doalewamy trochę więcej wody i blendujemy jeszcze chwilę, powinniśmy uzyskać gładką, jednorodną śmietankę.

Uduszoną, dobrze przyprawioną dynię przekładamy do wysokiego naczynia, dodajemy śmietankę i całość blendujemy, do uzyskania kremowego sosu, pachnącego czosnkiem i curry, żółtego jak liście, zasypujące mi drogę do pracy (nie sposób udawać dłużej, że mamy późne lato). Upewniamy się, że całość nie wymaga dodania soli lub pieprzu.

Podajemy z makaronem, posypujemy szczypiorkiem i uprażonym sezamem.
Smacznego!




A na poranną rozgrzewkę: Pnau
Dobrej niedzieli!






niedziela, 23 września 2012

Gruszkowo-jabłkowe crumble z suszoną figą

Miało być o tym, co na zdjęciu poniżej:



Ale najpierw... zapis audio-videoThe xx & The BBC Philharmonic Orhestra (mój fejs zaspamowany z góry na dół, nie narzekam, o nie) - proszę bardzo, nocną porą, czterdzieści-kilka minut gęsiej skórki:



(08:01!)


I może trochę września z mojego telefonu. 
Na przystawkę. I żeby za dość stało się mojemu wewnętrzemu ekshibicjonistycznemu dziecku, a jakże.


Mr CrazyCat being HimCrazySelf

Laura na tropie noclegowni idealnej

Z nimi właśnie pracuję. Wyglądają sympatycznie, mm?
Mamo, to jest telefon? Ale SERIO?

Ktoś tu uparł się z rozpędu wjechać w piasek i w konsekwencji wyleciał przez kierownicę.
Jedyny komentarz panny Ł.? "Ale czadzior!"

insygnia władzy muszą zostać zachowane, nawet na czas posiłku
The End


Gruszkowo-jabłkowe crumble z suszoną figą



Nic odkrywczego, ot kolejne owoce pod słodko-słoną kruszonką. Ale crumble kusi: szybkością wykonania, łatwością zamieniania składników i gwarancją efektu końcowego.
Kiedy siedzi w piekarniku, po domu roznosi się ciepły aromat owoców i cynamonu, idealny na chłodny przełom września i października.
Tęsknię za latem i pocieszam się kruszonką z owocami.

Body:

- 2-3 niezbyt twarde gruszki (dowolny gatunek, ja użyłam słodkich)
- 2-3 kwaskowate jabłka
- 5-6 suszonych fig
- cynamon, świeżo zmielony czarny pieprz

Kruszonka:

- ok. pół szklanki wiórkow kokosowych (opcjonalnie: migdałów, dowolnych orzechów)
- ok. 2-3 łyżki oleju roślinnego
- ok. 1/3 szklanki (lub mniej) brązowego cukru (użyłam syropu z agawy, nie wiem ile dokładnie)
- ok. 3/4 szklanki płatków owsianych
- szczypta soli
- cynamon do posypania

Owoców nie obieramy ze skórki, myjemy i kroimy na dowolnej wielkości kawałki, figom urywamy patyczki, kroimy każdą na cztery części, całość oprószamy cynamonem i odrobiną czarnego pieprzu, mieszamy.

Suche składniki na kruszonkę wrzucamy do blendera, chwilę mielimy, dodajemy olej, mieszamy. Posypujemy kruszonką owoce, obsypujemy całość cynamonem, zapiekamy 20-25 minut w piekarniku nastawionym na 180-200 stopni (w zależności od rzeczywistej mocy piekarnika).

PS. Wersja śliwki + kruszonka też daje czadu!






sobota, 15 września 2012

Burak i kokos w jednym stali domu. Ciasto.

Kolejny eksperyment, kolejny specyficzny efekt.
Czyżbym wrześniowe stresy odreagowywała w kuchni? Bardzo możliwe.
Każdy kij... wiadomo.



Tutaj na końcu kija wyrosło ciasto buraczkowo-kokosowe, ze śliwkami i cynamonem. Pieczone na mące orkiszowej, puszyste, ale jednocześnie ciężkie i wilgotne, dzięki zmielonym wiórkom rozkosznie maślane. Idealne na chłodno-deszczowe dni, do kawy, herbaty, na pogawędki i do posiedzenia w ciszy, z książką. Każdemu według potrzeb.

Efekt jest trochę szalony: najpierw mamy w misce wściekle różową masę, a po wyjęciu z piekarnika widzimy marmukowy twór*, ukoronowany śliwkami z cynamonem. Dziwnie. Smacznie.

*zakwaszenie masy, np. sokiem z cytryny czy odrobiną octu, powinno spowodować utrzymanie się jednolitej różowości po upieczeniu, podobno;




Koncept zrodził się z potrzeby chwili, z naglącego Co dziś na podwieczorek?, z zawartości lodówki, z kilku sklejonych w całość przepisów na ciasto buraczkowe z internetu, czytanych kiedyś tam.
Kakao, obecne w większości przepisów na beet cake wyeliminowałam, z racji alergii tych, którzy mieli ciasto konsumować.
A jeśli przerażają Was buraki na słodko, to pomyślcie o klasycznym już cieście marchewkowym, zdobywającym popularność dyniowym czy babeczkach z cukinią. Lepiej?

Nie wiem co z tym stresem, wiem za to, kto gotuje i tworzy na luzie, z estetycznym zacięciem jakie uwielbiam.
Niezwykłe duo, mini-kolektyw: Matt i Julie z Tiger in a Jar.
Znamy, lubimy?

Pomijając weganizację przepisu (to przecież da się zrobić!) - wideo idealne w każdym calu:


♥ ♥ 


Ad rem:


Ciasto buraczkowe z kokosem


Składniki:

- 3 średnie lub 4 małe buraczki
- 2/3 szklanki wiórków kokosowych
- 1/3 do 1/2 szklanki cukru
- 1 i 1/2 szklanki mąki (użyłam orkiszowej, typ 750)
- 1 płaska łyżka proszku do pieczenia (ŁYŻKA, nie łyżeczka; patent podpatrzony u I can't believe it's vegan)
- gulp oleju (2-3 łyżki, jak mniemam)
- 3/4 szklanki wody (może ciut więcej, jeśli używacie mąki razowej)
- garść rodzynek
- szczypta soli
- opcjonalnie: kakao lub karob w rozsądnej ilości

Na wierzch:

- kilka śliwek
- cynamon
- ew. brązowy cukier




Działamy:

Nastawiamy piekarnik na ok. 180 stopni.
Buraczki (polecam te podłużne, prostsze w obsłudze!) obieramy i scieramy na tarce o grubych oczkach, wsypujemy cukier, sól, rodzynki, mieszamy; w młynku elektrycznym mielimy wiórki kokosowe, dodajemy do buraczków, ponownie mieszamy. Dolewamy wodę i olej.
Do osobnej miski wsypujemy mąkę, proszek do pieczenia i ewentualnie kakao, dokładnie mieszamy, a następnie łączymy składniki suche z mokrymi.
Różową masę przekładamy do foremki, na górę ciasta kładziemy śliwki w połówkach, posypujemy cynamonem i odrobiną cukru.
Pieczemy ok. 40-45 minut, aż wierzch się zarumieni, a patyczek włożony do ciasta będzie suchy.
Smacznego!


wtorek, 11 września 2012

Puchacz. Delikatny omlet wegański.

Można skutecznie zastąpić mleko krowie roślinnym, łatwo znaleźć imitację mięsa czy twarogu, nietrudno zlepić ciastka albo kotlety płatkami owsianymi zamiast jajem, ale ubite na sztywno białka?
Są tacy którzy twierdzą, że się nie da (np. puszka.pl, wiem, bo robiłam risercz).
Ja mówię, że jak nie drzwiami, to oknem.

Swoją drogą - za niewegańskich czasów omlety nie gościły zbyt często na moim stole.
Powód? Zapach. Brrrr...
Siłą rzeczy TEN omlet nie pachnie jajkiem; i problem rozwiązany :)



Więc co z tą pianą z białek?
Nie da się? Świetnie, trochę gimnastyki jeszcze nikomu nie zaszkodziło.

Zastanówmy się, gdzie w bogatym zasobie wegańskich produktów mamy jakiś - za przeproszeniem - ciągnący się glut? Rozgnieciony banan? Nieee... Mleko sojowe rozbełtane z czymś? Też nie.
Zaraz zaraz... siemię lniane! Najprostszy na świecie, pospolity z nazwy glut z siemienia.

I tak oto - w wyniku eksperymentu - powstał przepis na delikatny, naprawdę puszysty wegański omlet.

tu była Matka Weganka

Chociaż, przyznaję się bez bicia, chciałam jeszcze bardziej puchaty, chciałam sztywniejszą pianę... takie tam perfekcjonistyczne zachcianki. 
Mam zamiar eksperymentować dalej, na razie wsparłam się jeszcze łyżeczką proszku do pieczenia, dla pewności.

Zostawiam Was z przepisem na Puchacza, róbcie i ulepszajcie po swojemu.
Enjoy!

Btw, The Wiggly Tendrils jak ulał pasują do podrygiwania przy patelni, polecam.




Puchacz - delikatny omlet wegański

Składniki:

- 5 łyżek siemienia lnianego
- szklanka wody
- 5-6 łyżek mąki pszennej
- 2 łyżki mąki kukurydzianej (głównie dla koloru, można dać mąkę pszenną)
- 3-4 łyżki mleka roślinnego
- 2 łyżki oleju roślinnego
- łyżeczka proszku do pieczenia
- szczypta soli

- cukier puder lub syrop z agawy
- dowolne owoce, dżem (w wersji na słono np. zblanszowany szpinak)



Robimy:

Siemię lniane gotujemy w szklance wody, czekamy aż całość zacznie bulgotać, a w granku wytworzy nam się siemieniowe "białko jaja".

Siemię odcedzamy na sitku, a powstałego gluta mieszamy, schładzając go do temperatury pokojowej. Wkładamy podstawę naszego omletu do lodówki i w tym czasie tańczymy/ zmywamy naczynia/ robimy jedno i drugie.
Po ok. dziesięciu minutach nasze białko powinno być schłodzone, a naczynia pozmywane.

Przygotowujemy sprzęt ubijajacy (używam blendera z odpowiednią końcówką, mikser też jest ok) i przystępujemy do akcji: ubijamy wywar z siemienia, bez względu na to jak bardzo lub niebardzo nam się pieni (chociaż odrobinę powinien), dodajemy mąkę po jednej łyżce i wciąż ubijamy.

Dodajemy mleko, ubiajmy.
Dodajemy olej, ubijamy.
Dodajemy proszek i sól... tak, ubijamy.
Powinna powstać lekka, napowietrzona masa, nieco ciągnąca się, dosyć luźna.

Rozgrzewamy patelnię, wylewamy na ną trochę oleju (można ten krok pominąć, jeśli nie chcecie mieć tych cudownie chrupiących brzegów), a następnie rozlewamy równomiernie naszą masę. Już po chwili omlet się zetnie i nieco urośnie, teraz zmniejszamy trochę gaz, dając mu moment na przypieczenie się.

Przewracamy Puchacza, teraz już tylko sekundy dzielą nas od zatopienia zębów w cudownie miękkim omlecim bycie, próbujemy wytrzymać i nie podskubywać brzegów, przygotowujemy dżem lub inne smarowidło (u mnie śliwki na ciepło; dzięki W.!), zdejmujemy gagatka z patelni, staramy się nie rozpłakać ze wzruszenia, posypujemy cukrem pudrem i...




Smacznego!

PS. Przepis w skrócie:

1) robimy wywar z siemienia
2) z przestudzonym, wstępnie ubitym wywarem łączymy wszystkie składniki, ubijamy
3) smażymy i zajadamy

Proste? :)

wtorek, 4 września 2012

Pesto i pomidory. Wariacja.

Rzut oka na Pesto ze świeżych pomidorów Jadłonomii i wiedziałam, że muszę wypróbować ten przepis.
Okazja nadarzyła się szybko, bo już kolejnego dnia w przedszkolu. Do moich mini-calzone potrzebowałam lekkiego pomidorowego sosu. Idealnie.

Zamiast migdałów (nie miałam pod ręką) użyłam prażonych orzechów włoskich, pasują, smakują, pachną. Polecam!





Pesto ze świeżych pomidorów z orzechami włoskimi

- 2 duże pomidory malinowe
- 1/2 szklanki uprażonych orzechów włoskich
- 1-2 łyżki oliwy z oliwek
- 10-15 listków bazylii
- 2 łyżki rodzynek
- 1-2 ząbki czosnku
- sól i pieprz do smaku

Wszystkie składniki wrzucamy do blendera i miksujemy aż do uzyskania delikatnego, jednorodnego sosu. Próbujemy i ewentualnie doprawiamy.
Podajemy jako dip albo serwujemy z makaronem.

Smacznego!